Bałagan podczas obrad. Radni przeciw dotacji dla Kościoła, czyli ciąg dalszy problemów wójta Cieślaka

W środę radni nie przyszli na głosowanie absolutorium, a w piątek odrzucili wniosek o dotację dla kościoła w Lesznie. W prowadzeniu obrad całkowicie pogubił się przewodniczący Kuczyński. Długie przerwy, nerwowe czytanie statutu, błędy proceduralne. To był czarny dzień lesznowskiego samorządu.

Na specjalnej sesji zwołanej w piątek 29 czerwca zjawiło się dziesięcioro radnych. Wójtowi udało się uzyskać absolutorium, w końcu były kwiaty dla niego. Niespodziewane emocje przyniosło jednak głosowanie zmian w wieloletniej prognozie finansowej. Przeciw przyznaniu 95 tysięcy złotych na renowację polichromii w kościele w Lesznie wystąpiły radne Malarowska i Kucharska (od ok. 51 minuty 1. części nagrania). Nie ma pieniędzy na drogi, to nie powinno być na polichromie.

Zgodnie ze statutem, przewodniczący powinien ująć sprzeciw w formie poprawki i poddać pod głosowanie. Zamiast tego przystąpił do głosowania całej uchwały. W głosowaniu pięciu radnych było za i pięciu przeciw. Uchwała nie została przyjęta. Na sali zapanował chaos. Poza punktem o dotacji projekt zawierał inne, potrzebne do uchwalenia zmiany.

Wójt, pani prawnik i pan przewodniczący zaczęli naciskać, by powtórzyć głosowanie. Proponowali przyjąć, że w uchwale nie ma już przepisu o polichromiach, a pani skarbnik usunie go z tekstu w poniedziałek. Radni nie zgodzili się na takie rozwiązanie. Emocje rosły. Przewodniczący szukał pomocy u pani prawnik, a wójt uspokajał „swoich” radnych, mówiąc, że wszystko jest pod kontrolą. Potrzebne były jednak jeszcze dwie przerw i przyspieszona nauka statutu, zanim radnym udało się wrócić do regulaminowego postępowania.

Po ponad godzinie Pani skarbnik dostarczyła na salę poprawiony tekst bez punktu o dotacji, który następnie jako projekt nowej uchwały wprowadzono do porządku obrad i przegłosowano.

Powstałego zamieszania można było uniknąć. Tryb postępowania w takiej sytuacji dokładnie określa statut naszej gminy. Przewodniczący rady, którego obowiązkiem jest czuwanie nad przebiegiem obrad, powinien doskonale o tym wiedzieć.

Popsute wójtowe święto – powiedział jeden z radnych. A wszystkiemu winna złożona przez radną poprawka. To, co w innych gminach jest codziennością, w naszej zdarzyło się pierwszy raz i wywołało zamęt. Tam, gdzie radni rzetelnie wykonują swoje obowiązki, różnice zdań są normą. Dlaczego w naszej gminie budzi to takie kontrowersje?